5

All&nothing

Może zacznę od początku. Chociaż tych początków było wiele. JESTEM w Norwegii. JA.

J A.

Najbardziej niezorganizowana, nieogarnięta i ociągająca się osoba na ziemi. Szczerze? Nie musiał mnie przekonywać długo.

Powiedział, pomyśl… zarabiasz pieniądze tam, wydajesz w Polsce. I tu cie mam. Sprzedane! Poszło. Teraz sama się zastanawiam, co ja miałam właściwie w głowie?

J A. Ta, która przed samodzielnym pojechaniem samochodem na uczelnie, musiała zrobić próbę dzień wcześniej, co by na prostej drodze się nie zgubić…

Co lepsze. Mówiłeś OSLO, NORWEGIA a ja nic. Zero skojarzeń, zero obrazów nic. Zabij mnie ale jestem przekonana, że nie widziałam ani jednego zdjęcia z Norwegii. HA!

Co ja wtedy myślałam? Stres złapał mnie dopiero przy pakowaniu. JAK MOGĘ ZMIEŚCIĆ WSZYSTKO CO MAM W 32 KG?!  O to też była wielka kłótnia… Bo co tam, ktoś wyjeżdża za granice z myślą na stale i zamiast dokupić bagaż to tu problem, że dlaczego się w jeden nie mieści?

Pierwszy miesiąc był ciężki.

J A.

Największa OPTYMISTKA życia. Nie masz pracy? Spoko daj mi jeden weekend. UHUM…

Wyrwana spod ochrony rodziców, znajomych, przyjaciół czy bliskich. Wiec siłą rzeczy musiałam się „otworzyć”.

Jak dzisiaj na to patrze?

Z optymizmu jeszcze coś tam zostało, więc to jak zwykle J A mam chęć tu zostać.  Skoro powiedziało się A to B na pewno grosze nie będzie,  BELIEVE ME. Są takie dni kiedy myślę sobie… Stara pakuj manatki i zabieraj swój tyłek do Polski. Trwa to dosłownie jakieś dwie sekundy, bo potem przypomina mi się mój powrót z Polski kiedy myślę…. ok czas wracać do domu.

Reklamy