Turist i egen by

Kochani !

Pamiętacie jakiś czas temu pisałam na Facebooku o bardzo fajnej inicjatywie, w której brałam udział pod koniec kwietnia, chodzi mi o turist i egen by. W tłumaczeniu turysta we własnym mieście. O co chodzi? Głownie o to, że mieszkając tutaj, nie tylko my ale Norwedzy również, nie mamy czasu spojrzeć na miasto oczami turysty. Wielokrotnie przechodzimy koło pewnych budynków, nie do końca zdając sobie sprawę co mieści się w środku, albo jaka historia się z tym wiąże.

Tego dnia wszystkie atrakcje, które do tej pory wymagały kupienia biletu były zupełnie za darmo. Co trzeba było zrobić? Udać się między 9.00 a 15.00 do ratusza miejskiego i odebrać darmowy Oslo Pass.

IMG_1098_Fotor

Powiem wam szczerze, że strasznie się ociągałam. Było to mój dzień wolny po pracującej sobocie i jedyne na co w ogóle nie miałam ochoty to wstać rano i jechać do miasta… Oczywiście trzy razy upewniłam się, czy mój Daniel nie zmienił zdania… po czym upewniłam go sama, że taaaaak pewnie! idę tam z wielką przyjemnością, po co siedzieć w domu! Kiedy tak naprawdę nie myślałam o niczym innym… 😀 Oczywiście po 8 h chodzeniach byłam mega zadowolona i szczęśliwa, że nie zmarnowałam tego dnia.

Na początku za cel postawiliśmy sobie dwa muzea. Pod koniec dnia okazało się że byliśmy w czterech miejscach, zjedliśmy obiad, byliśmy na spacerze w mojej ulubionej części Oslo – Aker Brygge, oraz znaleźliśmy się na a’la lopemarkecie (o czym opowiem później). Pogoda była przepiękna! Mimo bolących nóg, nie chciało się wracać do domu. Ponieważ w części muzeów już byliśmy ,zdecydowaliśmy się na takie, które najbardziej nas interesowały, zostawiając sobie kilka kąsków na następne lata 🙂

Jako pierwsze miejsce wybraliśmy Oslo Reptilparken. Normalna cena biletu wynosi 100 kr, a dla dzieci 70 kr. Jak dla mnie jest to mini zoo z różnego rodzaju gatunkami ssaków i płazów. Uwielbiam chodzić do zoo szczególnie tego w Gdańsku. I tu miałam tego małą namiastkę. Wiadomo niektóre gatunki są mega słodkie, a niektóre mega obrzydliwe… jak np. pająki. Ale oczywiście największa frajda jest dla dzieci, które w każdy wtorek mogą karmić różne „zwierzątka”.

 IMG_0025_Fotor IMG_0031_Fotor IMG_0044_Fotor

Następnie spacerkiem udaliśmy się do Popsenteret. Mogliśmy wybrać się metrem, tramwajem czy autobusem. My postanowiliśmy trochę się przespacerować, by móc zwiedzić nieuczęszczane do tej pory przez nas uliczki. Popsenteret to nic innego jak interaktywne muzeum muzyki pop. Założeniem tego miejsca jest pokazanie historii norweskiej muzyki pop oraz jej „kultury”. Muzeum jest bardzo przestronne i zaczyna się od wydarzeń najstarszych po najnowsze. Pokazuje zespoły popularne w Norwegii za czasów Beatelsów czy Elvisa, oczywiście wzorowane tym samym stylem. Można dowiedzieć się o zespołach biorących udział w Eurowizji, które wygrały, a także o piosenkarzach, którzy znani są nie tylko w Norwegii ale i na całym świecie.

IMG_0955_Fotor

Popsenteret posiada również specjalne sale w których samemu można nagrywać swoją muzykę oraz ją miksować. Dla mnie to czarna magia, natomiast dla wielu był to wspaniale spędzony czas. Normalne bilety dla dorosłych kosztują 90 kr, a dla dzieci 50 kr.

Jako trzecie miejsce wybraliśmy Teknisk Museum. Bardzo dużo by o tym miejscu mówić i polecam je wszystkim mieszkającym na terenie Oslo. Cena  za osobę dorosłą to 120 kr, za dziecko 60 kr. Muzeum techniki zaczęło się wystawą  tymczasową „LIVET MED DØDEN”, którą stworzył fotograf Walter Schels i dziennikarka Beate Lakotta. Wystawa przedstawiała zdjęcia osób przed śmiercią i po śmierci. Była inna niż wszystkie, na których do tej pory byłam. Można by się kłócić czy to już nie jest przesada? Przy każdym obrazie opisana była dokładnie cała historia osoby uwiecznionej na zdjęciu: przebieg jej choroby, daty zrobionych zdjęć. Czasami różnica wynosiła góra 2-3 dni. Co szokujące przynajmniej dla mnie to fakt, że wystawa dotyczyła również małych dzieci…

IMG_0051_Fotor

Potem przeszliśmy do wystawy stałej. Podzielona była na różne „działy”. Dział medycyny, dział komunikacji, transportu, elektroniczny itd. Myślę że najlepszy fun był na koniec, gdzie znajdował się dział interaktywny. Ta część spodoba się wszystkim a w szczególności dzieciom. Można nauczyć się wielu interesujących rzeczy. A także wziąć udział w wielu zabawach.

IMG_0982_Fotor

IMG_0994_Fotor

Na poniższym zdjęciu widać jedną z takich zabaw. Polega na założeniu specjalnej opaski, która „wychwytuje” fale wysyłane z mózgu i sprawia, że piłeczka leżąca na stole się porusza. Ja myślałam, że to coś na zasadzie „silnej woli”, ale Daniel wyprowadził mnie z błędu…

IMG_0063_Fotor

Do innych zabaw należało też powkładanie narządów ludzkich takich, jak płuco, jelito, wątroba do leżącego manekina i wiele innych zabaw, które uczą dzieci wielu wielu rzeczy.

Jako czwarte i ostatnie muzeum było moje ulubione, w którym już wcześniej byłam. Mowa o Astrup Fearnley Museet. Ulubione ze względu na miejsce, czyli właśnie Aker Brygge ale i ze względu na oryginalność

IMG_0068_Fotor

IMG_0070_Fotor

Muzeum te posiada dwie wystawy jedną stałą, która jest dość kontrowersyjna nie powiem dlaczego, ale polecam zobaczyć….. i jedną zmienną. Kiedyś już byliśmy w Astrup i wystawa była mało zrozumiała.  O ile sztukę współczesną można jakoś zrozumieć… Tym razem przynajmniej było ciekawie. Cena za osobę dorosłą to 100 kr natomiast osoby poniżej 18 roku życia wejście mają darmowe.

IMG_0088_Fotor

IMG_0073_FotorIMG_0086_Fotor

Uwielbiam turist i egen by i z pewnością się wybiorę znowu za rok. Jest jeszcze tyle miejsc, których nie widziałam, albo do których z chęcią wybrałabym się jeszcze raz… 😉

Mam nadzieje, że w przyszłości będzie coraz więcej takich inicjatyw, nie tylko tu ale i w Polsce.

Buziaki,

A.

Reklamy

11 thoughts on “Turist i egen by

  1. Bardzo fajna akcja. Nobilitująca i mobilizująca!Muszę się dowiedzieć, czy w Sthlm też są podobne, Ja w każdym razie, gdy spaceruję po mieście zwykle czuję się jak turystka. Patrzę, podziwiam, a kiedy przypominam sobie, że tu mieszkam i że mogę tu przyjść jutro, pojutrze, za tydzień, latem, zimą, to przepełnia mnie niebotyczna radość 🙂

  2. Świetna inicjatywa! W Polsce mówimy „Cudze chwalicie, swego nie znacie”, a to zdanie jest bardzo uniwersalne. Dlatego trzeba promować kulturę regionu wśród jego mieszkańców, choćby po to, by każdy potrafił wskazać turyście drogę do muzeum 😉 Pozdrawiam!

  3. Ejjjjj ale super akcja ! Muszę ogarnąć czy w Bergen takie rzeczy się dzieją ! Ale jak będę w Oslo muszę koniecznie odwiedzić pajączki i węże ❤ ! A propos książek które mogę polecić – czytam wszystko co oparte na faktach, więc nie wiem czy taka literatura Cię interesuje 🙂 Jeśli tak, to polecam Ci "The Terminal Man" – jeśli oglądałaś film z Tomem Hanksem to musisz to przeczytać, jak to wyglądało naprawdę. Ten mężczyzna mieszkał na lotnisku we Francji 18 lat i mnóstwo gazet robiło z nim wywiady itp. rzeczy, a raz przyjechali ludzie, zeby zapytać czy mogą nakręcić o nim film. Wiesz co odpowiedział? "Możecie, ale pod warunkiem, że zagra mnie Tom Hanks." To jest książka, którą polecam każdemu kto mnie zapyta o to, co czytam 🙂 To jedna z moich ulubionych 🙂 buziaczek ! :*

  4. Słyszałam o takich akcjach, ale to było nocne zwiedzanie. Taka fomuła jest bardziej przyjazna, przede wszystkim pod kątem dzieci. Rewelacyjne Muzeum Techniki (CNK) mamy w Warszawie. Byliśmy w październiku i spędziliśmy tam cały dzień. U nas w Szwajcarii też takie mamy. To zawsze jest świetna zabawa. Najbardziej zaintrygowało mnie to ostatnie – chętnie bym zobaczyła, no ale trochę daleko od domu. 😉 Fajny dzień mieliście – brawo!

  5. Ja też nadal trochę czuję się jak turystka w Monachium, ale coraz częściej łapię się na tym, że traktuję miasto jako swoje, znane i oswojone. Takie akcje jak w Oslo potrafią choć na chwilę wyrwać z tego stanu oczywistości i pozwolić świeżym spojrzeniem ogarnąć rzeczywistość!

  6. W Polsce jest Noc Muzeów 😉 ale zawsze lepiej mieć cały dzień… już wkrótce też będę miała okazję poznać lepiej Oslo!!
    Aha, dzięki za pająka, lekki atak serca.
    Pozdro 😉
    Agata

  7. Bardzo interesujący blog!
    Zapraszam również do siebie:
    Natknęłam się dziś przypadkiem na bardzo ciekawą informację: spośród młodych Europejczyków to Norwegowie najwcześniej opuszczają rodzinny dom! Dlaczego tak jest?
    http://blog.norint.eu/

  8. Zgadzam sie z Dagmara ”cudze chwalicie…” akcja rzeczywiscie ok , zwlaszcza ,ze miasto oferuje ”bilet otwarty” … nie ma co sie oszukiwac , bilety sa bariera -pamietam czasy ,”jak z bolem ” wydalam 8euro na wejscie do Coloseum. Dobra wiadomosc z kraju – wprowadzono duze zniszki na ”karte dla rodzin wieldzietnych min.3″” niby nie wiele ale zawsze…. W Rzymie ostatnia niedziela miesiaca to dzien otwarty do wielu ciekawych miejsc.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s