Doceńmy to co mamy!

Kochani !

Dzisiaj troszkę mojej paplaniny bez żadnych zdjęć (za co przepraszam!). Wróciliśmy z Polski, dlatego tak na świeżo chciałabym z Wami podzielić się swoimi spostrzeżeniami. Ogólnie nasz wyjazd uważam za bardzo udany. Załatwiliśmy  wiele rzeczy. Żegnałam Polskę ze łzami w oczach, głównie ze względu na rodzinę, do której jestem bardzo przywiązana.

Będąc w Norwegii bardzo przyzwyczaiłam się do mentalności tutejszych ludzi. Dopiero teraz po dwóch latach bycia tutaj zauważyłam jak znacznie różnimy się od innych krajów. Kiedyś przeczytałam że nam polakom brakuje odrobiny uśmiechu, zadowolenia, radości i pozytywnego myślenia. Pamiętam, że zawsze nie zgadzałam się z taką opinią. Znam wiele osób, z różnym bagażem doświadczeń i wiem, że potrafią iść przez życie z podniesioną głową i uśmiechem na twarzy. Wiem, że  potrafią bardzo dużo  dać od siebie mimo, że same mają niewiele. Oczywiście to takie ogólne moje dywagacje. Dlatego chciałabym przedstawić wam kilka swoich sytuacji, z którymi się spotkałam.

Nie jestem osobą kłótliwą. Sama będąc w Polsce pracowałam w kilku miejscach przy obsłudze klienta i wiem, że nie  jest to łatwa praca. Nie wszyscy mają szczęście pracować we własnym zawodzie, albo w tym w czym czują się dobrze. Tym bardziej ciężko im się dostosować do panujących warunków, które nie spełniają naszych oczekiwań (w szczególności tych finansowych). Dochodzą do tego osobiste problemy, kredyty, myśli czy do końca miesiąca starczy pieniędzy itd. Zdaję sobie z tego sprawę.

Mieszkając za granicą życie też jest jeszcze trudniejsze uwierzcie mi. Chyba nie muszę tutaj się rozwodzić dlaczego. Tym bardziej jadąc do Polski zawsze mam uśmiech na twarzy. Wracam do rodziny, spotkam się z osobami, które uwielbiam, odpoczywam, mogę być sobą. Nie jestem osobą nadętą. Nie obnoszę się z tym gdzie mieszkam, ani ile zarabiam, bo Polska a Norwegia to dwa różne światy. A fakt, że zarobki są większe nie oznacza, że życie jest jak w przysłowiowym Madrycie. Tu też trzeba się borykać z problemami różnego rodzaju. Wiele osób, które tu mieszka nie wie co z przyszłością. Ciężko jest jednoznacznie określić co chcę robić dalej. A jednak mimo to wstajemy rano i z uśmiechem na twarzy idziemy do pracy, która bywa różna. Uśmiechamy się bo świeci słońce, bo nie jest szaro, bo idzie weekend, bo zadzwonił znajomy. Cieszymy się tym co mamy.

Pierwszą sytuacja, która mnie bardziej zaszokowała niż zdziwiła był salon sieci komórkowych. Musiałam wymienić kartę sim na nano. Byliśmy już po wybieraniu garniturów, więc możecie sobie wyobrazić moją radość, że kolejną rzecz mamy załatwioną. Wchodzimy do salonu. Uśmiechnięci, zadowoleni. Pani zadała pytanie na kogo zarejestrowana jest karta. Przyznam szczerze w tym całym swoim roztrzepaniu nie usłyszałam pytania. Podałam Pani dowód i odparłam, że jest to telefon na kartę nie na abonament (ale podając dowód osobisty – dałam już odpowiedź na zadane pytanie). Po czym otrzymałam spojrzenie pełne dezaprobaty (czyt. kolejna osoba, której się w dupie poprzewracało i myśli że wszystko wie) i wykrzyczane pytanie: „PYTAM NA KOGO ZAREJESTROWANA JEST KARTA?!”. Wtedy do akcji wkroczył Daniel, który jest moim obrońcą w takich sytuacjach, tłumacząc, że dowód na ladzie chyba jest odpowiedzią na jej pytanie. Pani się uspokoiła i do końca przeprowadziła transakcje praktycznie bez słowa. Nie oczekuje, że ktoś nas będzie przepraszał, bo nie o to chodzi. Pracując w handlu czy w usługach nie wyobrażam sobie, żebym mogła potraktować tak drugą osobę. Ona wcale nie musi wiedzieć, że jestem niezadowolona z życia, z pracy i mam masę problemów na głowie. Zapewne sama je ma. Każdy ma jakieś problemy. Ale skoro już przychodzi do mnie, uśmiechnięta to ja też się uśmiechnę niech nie myśli, że jestem złośliwym babskiem.

Inne miasto, inni ludzie, pewnie inna mentalność. Wchodzimy o banku. Chcieliśmy zrezygnować z karty kredytowej. Mieszkając w Norwegii nie potrzebujemy dodatkowych kart kredytowych bo i tak z nich nie korzystamy na terenie Polski ani tym bardziej na terenie Norwegii, gdzie będziemy obciążani dodatkowymi marżami. Bank, w którym byliśmy podzielony był na dwie części. Okienka dla klientów indywidualnych i okienka kasowo-transakcyjne. Ponieważ jest wcześnie rano do okienek indywidualnych nie ma klientów, tylko my. Podchodzimy. Na trzy wolne stanowiska, trzy panie wstają, mówią dzień dobry i zapraszają nas do siebie. Idziemy do ostatniego. Mówimy w czym leży problem, chcemy zrezygnować z karty. Chwila zmieszania u Pani na twarzy, która nas przeprasza i każde się wrócić na sofy, ponieważ musi przeliczyć pieniądze. OK. Czekamy. W tym czasie jedno okienko dla kilentów indywidualnych pozostaje wolne, a drugie prosi o ludzi z kolejki kasowo-transakcyjnej. My czekamy. Po 10 minutach nasza pani pyta koleżanki ” Zosia, może ty przyjmiesz rezygnacje z karty?” po czym otrzymuje odpowiedź niestety, którą my też słyszymy: „Chciałaś brać rezygnacje to  se ją zrób”. Na co Pani bez większego „ale” dalej liczy pieniądze. Po 20 minutach nie wytrzymałam. Powtarzam nie jestem osobą kłótliwą ale nie rozumiem ideologii spychania klienta. Podchodzę do Pani w środkowym okienku i zadaję pytanie czy może nas przyjąć skoro ta obok liczy pieniądze. Odpowiedz była prosta, ona teraz przyjmuje ludzi kasowo-transakcyjnych, żeby „zdjąć” kolejkę. Ok. Rozumiem, ale normalnie „zdejmuje” się kolejkę jak się nie ma klientów ze swojego działu, mówię ma pani okienko klient indywidualny i ten klient przed panią stoi. Co teraz? Ostatnie okienko dalej liczy pieniądze, Pani po środku dalej uważa że nie ma problemu, podnosi się pani z okienka pierwszego i mówi „proszę do mnie, przecież zapraszałam państwa na początku…. a wybrali państwo inne okienko….” Nienawidzę załatwiać spraw biurowych. Wszystko zależy od humoru osoby, która cię przyjmuję. Wystarczy, że masz za dobry humor albo w mniemaniu innych za bardzo się „lansujesz”. Ona Ci pokaże kto tu rządzi w końcu to ona decyduje kiedy Cię przyjmie prawda?

Następną sytuacją były OBRĄCZKI. Wiecie co? Wydawało mi się że to łatwizna. Ze względu na doświadczenie Daniela w pracy z biżuterią byłam przekonana, że nic nas nie zaskoczy. Generalnie przed oglądaniem ich w salonie, już mieliśmy typy ze stron internetowych. W pierwszym rzucie postawiliśmy na znane salony. Znane salony bo podobno jest lepsze i bardziej indywidualne podjecie do klienta prawda? Nieprawda. Gdzie nie weszliśmy „dzień dobry szukamy obrączek” – „SĄ TAM”. Ok ile można oglądać obrączki w gablocie, „czy możemy przymierzyć?”. Generalne przez cały czas nie czułam żadnej pomocy ze strony sprzedawcy. Zero pytań odnośnie twoich typów, jakie Ci się podobają, czy mogę Ci coś zaproponować? W jednym salonie miałam upatrzone już od dawna obrączki z diamencikami. Mało praktyczne ale wiadomo ja taka sroczka jestem. Niestety na wystawie znajdował się ten sam model jedynie w białym złocie. Pani stwierdziła, że nie istnieje, żaden inny. To dlaczego na stronie internetowej jest? „A jest na stronie internetowej? Ojej, nie wiedziałam zaraz sprawdzę” To ok a ile kosztuje, bo są podane różne ceny. „No jak to tyle ile na stronie internetowej”… Brak słów. W końcu zdecydowałam się na zwykłe cieniutkie obrączki 2,5 mm. To też wyczyn bo teraz w modzie są szerokie obrączki najczęściej z mieszanych kolorów. Ja chciałam zwykłe klasyczne cieniutkie. Udało się znaleźliśmy. Myślę, że nawet gotowi byliśmy je kupić. Ale ostatnie pytanie 2,5 mm dla kobiety a jaka szerokość w męskiej obrączce? I tu Pani wybuchła, dosłownie. Jak dziecku zademonstrowała nam co to szerokość obrączki i jeżeli mówimy że to model obrączki to obie posiadają tą samą szerokość. Sytuacja była bardzo napięta zwłaszcza, że wiadomo, ślub, przygotowania, wybór obrączki to taki bardzo magiczny czas. Nie wiem dla kogo, bo w salonach traktują Cię jakbyś tylko zabierał im cenny czas. Wytłumaczyliśmy Pani, że pytanie wzięło się stąd iż w większości męskie obrączki są o milimetr szersze od damskich. W tym samym czasie Daniel nawet pokazał jej przykład na obrączkach, które leżały w gablocie przed nią. Pani oczywiście przeprosiła, nie wiedziała, że tak jest, po czym stwierdziła widząc dowód… we własnym sklepie, że rzeczywiście się to zdarza ale nie często. Zrezygnowaliśmy z zakupu i stwierdziliśmy że zamówimy przez internet. Będzie bezpieczniej i mniej stresu i zapewne bardziej magicznie.

Tak naprawdę podałam wam chyba sytuacje, które zabolały mnie najbardziej. Mogłabym napisać jeszcze kilka ale chyba rozumiecie o co mi chodzi. Nie chcę wyjść na snobkę bo nie chodzi mi o to, żeby ktoś nade mną skakał, kiedy tak naprawdę tego nie potrzebuję. Nie wchodzę do sklepu bez konkretnego zamiaru, a jeżeli już tak jest to dziękuję bardzo za pomoc i sobie oglądam. Natomiast wchodząc z zamiarem kupna obrączek a wychodząc z poczuciem, że komuś przeszkodziłam, z poczuciem niższości albo po prostu z poczuciem kompletnego niezainteresowania się drugą osobą stwierdzam, że stoimy w miejscu. Nic się u nas w kraju nie zmieniło.

I nie mówicie mi, że ta zgorzkniałość ludzka wynika z tego co robią politycy w naszym kraju. Jest jak jest. Nie zawsze bywa kolorowo i daleko nam do wysoko rozwiniętych krajów europejskich. Ale mowa tu o ludzkiej życzliwości. Życzliwości która wypływa z serca, a nie z warunków politycznych krajów. Narzekamy na bezrobocie. Mówimy sobie jak znajdę pracę będę najszczęśliwszy na świecie. Po czym tą pracę mamy, udało się! Mija tydzień a my dalej narzekamy. Bo 8 h dziennie to za dużo, bo weekend wolny to za mało, bo muszę stać, bo muszę harować, bo za gorąco, bo nie ma klimatyzacji, bo muszę się schylać. W ogóle, że muszę coś robić.

Nie oczekuję czerwonego dywanu wchodząc do salonu z biżuterią, banku, czy salonu sieci komórkowej. Ale wystarczą chęci i zwykła uprzejmość do drugiej osoby. Nikt nie jest idealny, jesteśmy ludźmi. Ja też wchodząc do sklepu i zadając głupie pytanie z punktu widzenia sprzedawcy (ale nie z mojego) oczekuje, że ktoś na spokojnie wytłumaczy mi co jak wygląda i na czym to polega, a nie da mi do zrozumienia, że jestem głupia.

Sami jesteśmy kowalami naszego losu. Więc tym bardziej powinniśmy dostrzegać te pozytywne strony naszego życia.
Dlatego tak bardzo cenie sobie za to Norwegię. Tutaj nie ma zgorzkniałości i  wiecznego narzekania. Jest uśmiech, życzliwość i pomoc drugiej osobie. Kiedyś poślizgnęłam się na lodzie i upadłam. Byłam w szoku bo ostatni raz zdarzyło mi się to dawno temu, natomiast od razu podeszła do mnie Pani z wózkiem z pytaniem, czy coś mnie boli i czy zadzwonić po karetkę. Co rano kiedy kupuję gazetę, kawę czy bilet w kiosku pan sprzedawca poświęca mi 5 minut na zapytanie czy wszystko u mnie w porządku, dawno u niego nie byłam, dlaczego?. Czasami zwykłe wyjście do kiosku i krótka rozmowa ze sprzedawcą sprawia, że czuję się zdecydowanie lepiej. Jest mi miło.  Nieważne kim jestem, gdzie pracuje, co robię na co dzień i jak wyglądam.

Powinniśmy dostrzegać pozytywne strony naszego życia i cieszyć się z rzeczy małych, które nadają jemu sens.  Naprawdę doceńmy to co mamy i przestańmy narzekać. Mój Daniel zawsze powtarza, że człowiekowi do szczęścia powinno wystarczyć to, że ma dwie ręce, dwie nogi, słyszy, widzi i ma rodzinę. A jeżeli ktoś tego nie dostrzega, jest głupcem.

My jesteśmy bardzo szczęśliwymi ludźmi.

pspss

               Rodzinnie, zadowoleni z bycia razem 🙂

Buziaki,

A.

Reklamy

16 thoughts on “Doceńmy to co mamy!

  1. Jakie to jest prawdziwe.. Niestety teraz jak się uśmiechasz do sprzedawcy w sklepie to najczęściej słyszysz, że to niegrzeczne. A o pracy nie będę się rozpisywać bo niestety mam swoje zdanie, choć myślę, że może się ono pokryć z Twoim 😉 buziaki,

  2. Oj, uśmiechać w Polsce się nie wolno, bo wyjdziesz na wariata lub osobę, której jest za dobrze! Niestety…
    Przypomniała mi się sytuacja sprzed kilku lat, gdy chcieliśmy kupić koszulę dla mojego męża na ślub znajomych. W popularnym salonie poprosilismy o pokazanie koszul białych lub kremowych w czarne prążki, a pani wyjmuje błękitne koszule… Przepraszamy i wyjaśniamy, że chcemy wzór w czarny cienki prążek, bo koszula ma pasować do mojej kreacji, a pani na to, że ma ładne błękitne i błękitny jest najlepszy na wszystkie okazje. Tłumaczę, że błękitnych mąż ma kilka, a nam potrzeba w prążek, na to pani w krzyk do drugiej ekspedientki, że klientka jej wybrzydza i koszule się nie podobają. Wyszłam wściekłam, piętro wyżej znaleźliśmy skład (bo to nawet nie był porządny sklep) z koszulami luksusowymi. Taki paradoks – sklep wyglądał jak magazyn, ale towar był najlepszej jakości. Pani w mig pojęła, o co mi chodzi, nie dość, że przerzucając pudełka, w ekspresowym tempie znalazła nam 3 koszule, to jeszcze w czasie, gdy mąż był w przymierzalni, wypytała mnie o moją sukienkę i znalazła krawat, który był po prostu idealny. To była najdroższa koszula jaką kiedykolwiek kupił mój mąż, ale genialna, do dziś ją uwielbia nosić. A krawat dostaliśmy gratis.
    Mnie zbyt często takie przykre sytuacje nie zdarzały, na ogół zawsze byłam obsługiwana przyzwoicie, ale tak, żebym była naprawdę zadowolona, to tylko przez kilku sprzedawców, którzy chyba naprawdę lubili swoją pracę.
    Pozdrawiam 🙂

  3. Mam bardzo podobne doświadczenia do Twoich. Niestety mentalność ludzi w Polsce szybko się nie zmieni. Mieszkając w Norwegii codziennie zaskakuje mnie, jak bardzo życzliwi i uśmiechnięci są tutejsi ludzie – bez względu na to, czy dotyczy to pracy, sklepu czy górskiego szlaku. Z pewnością podejście Norwegów wynika poniekąd z wyższego standardu życia, ale też z kontaktu z naturą, dbania o siebie, aktywnego spędzania czasu itp. Staram się brać z takich osób przykład i z każdym dniem ich radość coraz bardziej mi się udziela 🙂
    Pozdrawiam.

  4. Agatko, wzruszyłam się na koniec 🙂
    To strasznie przykre, że człowiek z radosnym sercem szykuje się do ślubu a ludzie (obsługa) psują mu ten nastrój. To przykre, że chcesz wykonać prozaiczną rzecz, np. wymienić kartę w telefonie, a „obsługa” sprawia, że resztę dnia masz popsutą.

    Też, odkąd mieszkam w Szwecji cenię sobie zwykłą serdeczność u obcych ludzi, nawet, gdyby miała być „wyuczona” i sztuczna. Wolę spokój, uprzejmość i uśmiech niż obojętność i nerwy zza okienka.

    Piękne przesłanie płynie z postu.
    I lubię to Wasze wspólnotowe zdjęcie, pozdrów towarzystwo!
    Całusy,
    Monika

  5. Nie bronię ludzi nie życzliwych, również nie wiem czemu w Pani wpisie kilka razy napisala Pani o braku lansu możliwe że jednak się Pani lansowała, ale ponieważ jeszcze rok temu miałem okazje pracować w bok jednej z firm telemomunikacyjnych naświetlę skąd to zachowanie ludzi obsługujacych klienta.
    Otóż taki pracownik pracuje już teraz 10h dziennie obsługując nawet i 50 -70 klientów dziennie przeważnie roszczeniowych i niezadowolonych mając za plecami szefa,który potrafi do niego mówić tylko słowo „sprzedaż” za marną prowizję i wypłatę rzędu 2000 zł na rękę. Za rezygnacje pracownicy są karani ujemnymi punktami do targetu i mniejsza prowizja stad niechec przyjmowania rezygnacji. Liczy sie sprzedaz sprzedaz … zadna firma tego wprost nie powie,ale tak jest.
    Niejednokrotnie klient mi naublizał, wzywano ochrone do agresywnych klientow. Po kilku latach powiedzialem dosc i zmienilem prace nie mam juz kontaktu z obsluga klienta. W sumie to bardzo wazna praca czesto pierwszy kontakt klienta z firma, a niestety nie doceniany i kiepsko wynagradzany.
    Zle wrazenie robia u mnie osoby ktore wyjezdzaja za granice czesto do kraju gdzie zyje sie o wiele lepiej gdzie nie majac trosk jak przezyc do ostatniego ludzie sa milsi, a zapomnieli skad wyjechali i gdzie sie urodzili.
    Podsumowywujac przeciwnie do Pani uwazam że zwyklej ludzkiej zyczliwosci czasami trzeba pomoc lepszymi warunkami zycia.
    Jesli w Norwegii ludzie sa tacy super to po co zakupy Pani robi w Polsce? Odpowiem od razu z uwagi na masakryczna różnicę w cenach polskich za produkty i uslugi w stosunku do norweskich zarobkow 🙂

    • Teraz to może ja Pana zaskoczę. Otóż wyobrazi sobie Pan, że również pracowałam w jednej z firm telekomunikacyjnych będąc w Polsce i zdaję sobie sprawę jakie są warunki i jacy potrafią być klienci. Mój post dotyczył tego, że trzeba się cieszyć z tego co się posiada. Narzekać można zawsze. Jest wiele osób, które chciałyby pracować na Pana miejscu, a jeżeli tak bardzo jest uciążliwa praca można ją zmienić (tak jak było to w Pana przypadku). Dodam jeszcze, że grono moich znajomych z tamtych czasów dalej pracuje w firmach telekomunikacyjnych i pomimo, warunków jakie mamy w Polsce SĄ ZADOWOLENI. Nie mówię, że można sobie dawać nabluzgać. Oczywiście, że nie. Dlaczego jednak nie może być uprzejmość za uprzejmość? To że nie usłyszałam pytania obliguje drugą osobę do bycia chamskim? I dwa szczerze powiem, jestem bardzo uczuciową osobą. Wiem, że jest multum osób, które mają gorzej ode mnie. Ale myśli Pan, że mieszkamy w marmurowych pałacach ze służbą? Wyobrazi sobie Pan, że mieszkając tu chciałabym pracować tak jak Pan. A mimo to nie narzekam, i nikt mi nie musi, jak to Pan określił pomagać w byciu życzliwym. Sama podjęłam decyzję. Wiec wszystkim osobom, którym trzeba dopomagać bo ciężka jest praca w Polsce, proponuje zastanowić się i zrobić coś ze swoim życiem samemu, a nie oczekiwać pomocy.
      I chyba ostatnia rzecz. Rzadko jeżdżę do Polski, w tym poście nie wspomniałam o robieniu zakupów ale skoro sam, Pan poruszył tę sprawę to ją dokończę. Oczywiście jak mam możliwość robię zakupy w Polsce. Tak jest taniej. Myślę jednak teraz… że Pan również powinien być z tego zadowolony. W końcu kapitał z obcego kraju zostaje w Polsce prawda? I uwierzy mi Pan nie zapomniałam, skąd jestem. Pracuję ciężej niż połowę naszego kraju, nie narzekam i potrafię cieszyć się z tego co mam bo własnie takie wyjazdy uczą doceniać życie.
      Pozdrawiam.

  6. U mnie życie jak w Madrycie, tylko w Bergen i bez mandarynek na krzakach! 😀 A u Ciebie jak? Nie wiem dlaczego mój komentarz który tu kiedyś wypociłam się nie zamieścił. A pisałam tam takie miłe i wzięte z serca rzeczy 😀 To święta prawda, że trzeba cieszyć się ze wszystkiego i doceniać ! 🙂

  7. Tak pieknie napisalas o rodzinie i cieszeniu sie tym, co JUZ mamy.. ten twoj Daniel to musi byc nie tylko dobry ale i madry czlowiek. Zycze Wam obojgu wielu szczesliwych lat razem i z usmiechem w sercu!. Ja od kilku lat mieszkam na Florydzie i mam mandarynki za oknem… i basen z blekitna woda… i wstaje i zasypiam z usmiechem… ale ciezko na to zapracowalam i zaplacilam duza cene… cala moja rodzina, mama, siostra, dzieci, wnuki i przyjaciele sa tu… a tam jestem tylko ja i moj amerykanski maz…
    i choc tam mi bardzo dobrze, to radosnie wracam na ‚stare smieci’… Jeszcze przed wyjazdem z Polski propagawalam na uczelniach i warsztatach usmiech i terapie smiechem jako antidotum na nasze polskie narzekanie i brak zyczliwosci. Na wakacje zawsze wracam do kraju, tu nadal mam domek z ogrodem w pieknej podlowickiej wsi. I tak jak was boli mnie niegrzeczne podejscie klientow w sklepach, czlowiek mial czasem wrazenie, ze jest natretem… ale to sie juz zauwazalnie poprawia i mam nadzieje, ze wkrotce i w naszym pieknym kraju ludzie zrozumieja, ze zyczliwosc i usmiech sa wspanialym darem jaki mozna dac drugiemu… i nic nie kosztuja.
    Polakow z calego swiata zapraszam na blog http://www.zdrowapolonia.worspress.com
    DrDora with love and sunshine

  8. ciekawy post, z zapartym tchem czytalam, co tam sie jej jeszcze przytrafilo 🙂 mi sie wydaje, ze po prostu mialas pecha i zle trafilas, nie w pore (ich pore, ktora wiem, powinna byc zawsze, jak to w uslugach). Mi sie wydaje, ze nie ma co generalizowac, w Polsce zyje tyle milionow ludzi, akurat 3 niemile nie moga nam kreowac wizerunku. Choc powtarzam, przeslanie posta bardzo mi sie podoba, moze ktos sobie przypomni o nim w gorszej chwili i pomysli, hej-dlaczego mam wyzywac sie na innych?
    Ja z Polski wrocilam w poniedzialek, nie natknelam sie na zadna niemila osobe, co wiecej lecielismy tym razem z Wroclawia. Procz wysokich cen na bezclowym udezyla mnie zyczliwosc napotkanych osob (!!) Pani kierowca w autobusie zyczyla wszystkim wysiadajacym pierwszymi drzwiami pasazerom milego dnia z usmiechem na twarzy, a mlody sprzedawca w kfc rozwalil system. Nigdy nie spotkalam takiego zaangazowanego i uroczego sprzedawcy, tym bardziej w fast foodzie (nie, nie lecialam na niego hhaahaha).
    Wielkie buziaki

  9. A ja mieszkam w Polsce i potwierdzam, że tutaj sprzedawca bardzo często jest kapryśny, wszystkowiedzący i niemiły. Ostatnio jak jedna z ekspedientek była dla mnie niemiła zapytałam wprost: „Dlaczego Pani na mnie krzyczy? Przecież pytam grzecznie i proszę o pomoc, bo po prostu nie wiem.”. Kilka razy później użyłam tego sposobu w innych sytuacjach i… reakcja się pokrywała. Nastąpiło zdziwienie i w pewnym sensie skrucha w odpowiedzi „Ale ja nie krzyczę, mam po prostu taki głos…”

  10. Mieszkamy juz 6 lat w Norge i tez mnie boli, ze jak jade do Polski to musze tak jakby „uzbrajac sie w pancerz”. Polacy czesto sa niemili, zwlaszcza gdy Ty jestes w miare pogodny i w miare usmiechniety. Musisz wiec wrecz udawac i robic wrecz „zla mine do dobrej gry” w przeciwnym wypadku grozi Ci, ze ktos zaraz Ci ten dobry nastroj popsuje… Wielka szkoda, ze tak jest, bo teraz juzrozumiemy, ze to ZYCIE PIEKNE JEST w sumie, tylko nietety krotkie i szkoda z blahych powodow je psuc sobie nawzajem… Ostatnio probowalem na facebook’u pisac do starych polskich znajomych pozytywnie, ale niestety sie przejechalem i skutecznie popsuli mi chwilowo nastroj… Czemu nawet bliscy sa czesto wobec siebie bezinteresownie niemili? czy nie lepiej byc bezinteresownie milym? To z pewnoscia nawet z egoistycznego punktu widzenia nam samym sie oplaci o ile nie zderzamy sie natychmiastowo z czyms przeciwnym, ale chociaz w Norwegii na szczescie tak nie bywa… 🙂

  11. Po pierwsze> super blog i bardzo podoba mi się Twój styl pisania! Będę tu zaglądać

    Piękny post! Mam podobne wspomnienia z pobytu w pl.. Jeszcze dodam, zlewanie nas przez kelnerów w reasturacji, bo pewnie nie wyglądaliśmy na kasiastych plus …. popychanie w kolejce! no poważnie! parę razy miałam sytuację, że na mnie aż wózkiem ktoś najeżdżał lub właził na mnie, bo tak im się spieszyło….

    Pomimo tego jakoś lubię te wyjazdy do Pl, teraz wybieramy się tam na wakacje. Tęsknie za znajomymi, bo Norwegowie, owszem mili, ale jednak bardziej zdystansowani. Poza tym to piękny kraj!

    Co do Polaków to też wydaje mi się, że nie chodzi jedynie o trudną sytuację ekonomiczną czy polityczną w Pl, bo niestety parokrotnie spotkałam rodaków mieszkających za granicą, a nadal narzekających na co się da i kiedy się da…

    Może rzeczywiście to taki strach przed przyzwoleniem sobie na bycie szczęśliwym? Że jak będą szczęśliwi to los się odwróci i wszystko stracą?

    I najgorzej, że takie osoby jeszcze innych próbują za sobą pociągnąć. Od męża koleżanki po roku nie widzenia pierwsze co usłyszałam to że taaaak przytyłam i że mi w tej Norwegii za dobrze. Miło….

    Jedyne wyjście: otaczać się pozytywnymi ludźmi!

  12. A ja sobie myślę ,że obcy ludzie nie mogą nam zepsuć humoru. Owszem, oni nas mogą źle potraktować, ale to my zaraz potem decydujemy, jak na nas wpłynie to niemiłe zdarzenie. Albo udzielimy się tej nerwowej atmosferze i cały dzień będziemy mieli do ,, dupy ”, że się tak brzydko wyrażę, albo puścimy to mimo uszu i dalej nastrajamy się pozytywnie. Wiem, to nie jest łatwe, sama pracuję w handlu i spotykam wrednych klientów. Czasem reaguję negatywnie. Zauważyłam jednak pewną rzecz – jeśli mimo ich agresji ty nadal jesteś uprzejma i uśmiechnięta – oni wściekają się jeszcze bardziej, jakby wkurzała ich sama istota tego, że nie udało im się wyżyć na Bogu ducha winnym człowieku….Oczywiście taka postawa wymaga pracy nad sobą a i nie zawsze da się zachować ten spokój. Fajny blog. Sama kilka lat temu razem z mężem mieliśmy wyemigrować do krainy fiordów, splot jednak pewnych wydarzeń spowodował, że się nam nie udało. Można by rzec, że zostaliśmy w pewien sposób oszukani przez rodzinę męża mieszkających właśnie na terytorium Norwegii . Pozdrawiam ^_^ Karina

  13. Właśnie przypadkiem trafiłam na Twojego bloga i już obczytałam prawie połowę 😉 Wynika to po pierwsze z mojej fascynacji Norwegią, a po drugie ze sposobu, w jaki piszesz. Będę zaglądała tu częściej!

  14. Jestem właśnie na warsztatach jogi. Przed wyjazdem liczyłam na to, że odpocznę od tego typu ludzi, zachowań, ale niestety…wychodzi na to, że nawet Ci którzy aspirują do bycia nauczycielami i to nie tylko ćwiczeń, ale też sposobu życia, nie zawsze są w stanie wznieść się ponad własne słabości, kompleksy. Bezrozumnie naśladują innych w byciu bezinteresownie nieżyczliwymi. Smutne to. A jesli chodzi o Twój blog i styl pisania, to zazdraszczam 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s